Justyna i Waldek to niesamowita para. Przyjechali najpierw do nas na sesję (bagatela – samochodem z Bydgoszczy do Warszawy na godzinę zdjęć narzeczeńskich), potem my przyjechaliśmy do nich (wtedy poznaliśmy prawdę o długości drogi do Justyny i Waldka), a potem znowu oni przyjechali do nas, ale to „do nas” było już nad morzem
Było paskudnie białe niebo, które nazywam mlekiem, więc po chwili zdezerterowaliśmy i pozwiedzaliśmy trochę szczyt osiągnięć komunikacyjnych stolicy w postaci metra. Niestylizowane, niepozowane, spontaniczne – jako preludium do kawy, oglądania albumów i rozmowy o planach na dzień ślubu. Ślub był boski, ale o tym następnym razem
Spotkaliśmy fajnych ludzi, którzy mają dla siebie morze miłości. A z tego morza wynikła ta sesja i fotoksiążka, w której Justyna i Waldek mają zdjęcia z tej sesji








