Najechali nas w trójkę. Najmniejszy zjadł na śniadanie trzy kilo szatana zagryzając duracell’ami. Żyjemy, poklikaliśmy migawką, było super.
dzieciaki w rozpiętości od dwóch lat do trzydziestu paru roznosiły nasz metraż:














no i załapałem się na sympatyczny portrecik z moim klonem:

nie ma sesji bez backstage’u:



a na koniec super wujek, który x-set razy podrzucał balona dostał zasłużonego buziaka:

