Z wyjątkowego dnia Ani i Witka pokazywaliśmy już na blogu pojedyńcze klatki (np. tutaj i tutaj czy tutaj), teraz przyszedł czas na pokazanie całego reportażu – tak jak to widzieliśmy, nie tylko na pierwszym planie, ale i na zapleczu – inaczej wg mnie z reportażu zrobi się bolesna i powtarzalna seria tych samych klatek tylko w różnych miejscach i z różnymi ludźmi. Każdy dzień ma swój rytm, smak, kolor, zapach – swoje cechy indywidualne. Zobaczycie wycinek ośmiu godzin naszego reportażu ślubnego, naszymi oczami, subiektywnie, bez ukrywania koloru akcjami TRA, bez szukania fajerwerków, przyjęcie bez tańców a jak dla nas – masa emocji, tona normalnych ludzi – nie wyciętych z gazet, ale takich z jakimi chodzi się na piwo, kawę czy do teatru. Tort zgodnie z maksymą Joe Buissink’a zjedli goście, suknia powędrowała do kufra na strychu, kwiaty zasuszone – zostały tylko zdjęcia. Zdjęcia ludzi i rzeczy jakimi są, czy raczej jakimi byli tamtego dnia. Prawie 120 klatek, których można zrobić conajmniej dwa zupełnie różne obrazowo materiały selekcją zawężającą historię.























































































































