Nadrabiamy zaległości – prawdę mówiąc dwa tygodnie temu nas wycięło – do reportaży ślubnych, zdjęć, zgrywań z kart, backupów, selekcji, obróbki, robienia albumów, fotoksiążek i spotkań na 2010 rok. Za dużo rzeczy lub za mało czasu – jak kto woli, niestety ucierpiał na tym rytm bloga – postaramy się teraz nadgonić.
Na start – z tej soboty – okruch z Ceremonii ślubnej Agnieszki i Łukasza w kościele w Łochowie.

Taki moment jaki ucieka, jeżeli nie warujesz jak snajper czując, że to zaraz nastąpi. W nagrodę – tuzin zdjęć pełnych emocji, uczuć, czułości. Niepozowane, nieustawiane, niereżyserowane – po prostu – złapane, bo to reportaż ślubny a nie szopka. Na marginesie: w tym czasie operator wideo robi katalog gości, a ja cieszę się jak dziecko, że wreszcie wyszedł mi z kadru. To jest moment o który warto zawalczyć z lenistwem i powtarzalnością sytuacji. Nikt nigdy przedtem i potem tak nie spojrzy na siebie. Przepiękny ślub – było wszystko o czym można marzyć – łzy wzruszenia, szczęście wypisane na twarzy (również naszej) – bo przecudowna para, fantastyczna rodzina i goście, piękny pałacyk, anioły na szczudłach, oświetlenie i kolory jak z bajki i DJ Błażej przy którym nie sposób się nudzić. Jedyne czego nie zdążyliśmy to pomknąć w niedzielę w konkretne błoto jeepem na okolicznych polach
I na koniec – w ramach żartów poniedziałkowych: ta Panna Młoda twierdzi, że źle wychodzi na zdjęciach
