Wróciliśmy z wieloboju. 2027 kilometrów za nami od poprzedniego piątku. Sami nie wiemy jak to się stało, ale jak w odległościomierz strzelił: tyle wyszło. Szczęśliwie póki co nowa zabawka w postaci czołgu o nazwie Grand Cherokee rozpieszcza nas dźwiękiem V8 i powoduje lekko zawałowe stany w momencie patrzenia na komputer pokładowy – zwłaszcza moment spalania
Rekompensuje to tylko świadomość, że pół metra wody nie dotyka nam nawet progów i że te dwie tony amerykańskiej mechaniki są niesamowicie komfortowe w użytkowaniu a co najważniejsze – bardzo wygodnie niosą nas z kolejnego ślubu na następny. Na wiosnę zdecydowanie wersja do dużego błota czyli czirok

A gdzieś pomiędzy reportażami ślubnymi będąc niedaleko Biskupca Pomorskiego, gdzie odbywało się przyjęcie ślubne Patrycji i Kuby (więcej wkrótce) udało nam się zajrzeć do Gaju – malutkiej wsi w której urodziła się babcia Agnieszki. Czas się trochę zatrzymał – byliśmy tam ostatnio 10 lat temu, a nic się nie zmieniło – droga, na którą nasz czołg okupował w praktycznie 100% i te piękne lasy i pola po horyzont…
Póki co sezon daje się we znaki permanentnym jedynie brakiem czasu na generowanie kolejnych historii na blogu – będziemy to nadrabiać zdaje się jesienią wymieniając zawartość 5fourths.com. Prawie zapchane reportażami dyski opróżniamy systematycznie – czyli póki co bez opóźnień w temacie oddawania materiałów. Duuużo przemyśleń po doświadczeniach tego sezonu – niekoniecznie pt. jak to jest zawsze wspaniale – powoli je spisuję – będzie co czytać. Pewną rekompensatą dla nas są zdjęcia – sytuacji, ludzi – oraz coraz większy dystans do tego co dzieje się w wizjerze aparatu. Niesamowity hiszpański ślub w Warszawie, magiczny ślub prawosławny, ślub w plenerze. Patrząc od strony czysto zdjęciowej – ten rok nas rozpieszcza. Klienci świadomi fotografii, inwestujący w nią, powierzający nam dokumentację reporterską ślubu. Zaufanie, które czasem mocno przytłacza, ale które zawsze jest tym co nie pozwala odpuścić w sytuacji, w której moglibyśmy odpuścić. Oczekiwania klienta rosną, wobec powyższego pewne sytuacje i pewne zachowania są dla nas niedopuszczalne – szczególnie ze strony gości i rodziny Pary Młodej. Temat rzeka, ale wkrótce zaryzykuję swoje trzy grosze w temacie. W interesie swoim własnym ale przede wszystkim Par jakie decydują się na nasze usługi – choć myślę temat dotyczy wszysktim fotografów. Pozytywne jest to, że raz w tym roku spotkaliśmy operatora wideo. Odtąd miasto Poznań będzie mi się kojarzyć z człowiekiem który nie świecił latarką zanim nie zapadła czarna ekspozycyjnie dziura.
Oglądałem wczoraj album „Powódź” (w fotografiach wybranych przez Polską Agencję Fotografów FORUM). Rok 1997. Jeszcze analogami, z ziarnem. Dużo tragedii w tych klatkach, dużo ludzkiego nieszczęścia. I tak bolesne jak mało się przez dwanaście lat nauczyliśmy.
Na koniec coś miłego – lemoniada – umknęło mi w sezonowym chaosie – Śmigiel wybaczy. Komercyjnie, kobieco i skórzanie. Prawie fetysz: www.lemonada.pl. Za debety na kartach i ich przekroczenie nie biorę odpowiedzialności, wchodząc na stronę robicie zakupy na własną odpowiedzialność i za swoje pieniądze
… a my tym czasem do kolejnych zdjęć. Wczoraj bessa na spacerze w kieszeni zrobiła zero zdjęć. Jak to jest, że na analogu człowiek potrzebuje tak dużo powodów do zrobienia zdjęcia? To dlatego, że każda klatka ma swój niezmienialny numer na filmie? czy może że jest jedną z trzydziestusześciu? Rozmarzyłem się nad zestawem dwu/czterodalmierzowym na ślub. Małe, lekkie, ciche, dyskretne. Tylko kto by to docenił poza może jeszcze jednym zarobionym analogowym oldtimerem?
