Mam duży dylemat jak określić tą sesję – nie była to sesja narzeczeńska (bo było już po ślubie), nie był to plener ślubny (bo to przed nami). Było wesoło, trochę romantycznie i świeciło słońce. A potem był pyszny deser w Kuchni Artystycznej – mniam – uwielbiam lody, mrożone owoce i bezy – dziękuję za zaproszenie!
a do Beaty i Marka wrócimy w odsłonie reportażowej.

