Do tej pory mogłem spokojnie mówić, że nie mam zdjęć ślubnych. No i że taka misja – robimy zdjęcia ślubne, bo sami takich nie mamy. Nie wiem co teraz będę opowiadał na spotkaniach z klientami – chyba to że dziesięc lat zdjęć własnych ślubnych nie miałem (nie brzmi już tak dobrze jak poprzednia wersja, ale trudno – zdjęcia tego warte). Wymęczyli nas przez sześć bitych godzin – pociesza mnie tylko fakt, że sami też siedzieli w tym brudzie, pyle, kurzu i śmieciach, w których z Agnieszką leżeliśmy, siedzieliśmy. Biegały pająki, jakieś szczury w rurach i mało brakowało, żeby kazali nam wystrugać jacht dla siebie – nie byłem w wojsku, ale zdecydowanie już wiem dlaczego – małą próbkę miałem w czwartek A tak na poważnie – bawiliśmy się przednio za co chylę czoła i bardzo dziękuję najlepszym wariatom od kreatywnych plenerów przed/po/ślubnych – Ani i Marcinowi Łabędzkim znanym jako B&W. Mała próbka poniżej…