Po wielu przeciwnych wiatrach udało mi się zgrać z Michałem Wardą na małą prawie trzygodzinną kawkę. Nakręciliśmy parę filmów krótkometrażowych o lekko abstrakcyjnym aczkolwiek cały czas dokumentacyjnym zabarwieniu i generalnie bawiliśmy się nową piątką canona.

Smoki ściemniają – i to mocno, bo jeszcze nie wstawili zdjęć z parapetówki u nich. No dobra – po interwencji obiecali w tym tygodniu – będę monitował

Generalnie wrażenia z nowej piątki są bardzo bardzo na plus. Lepsza/precyzyjniejsza ekspozycja (pomiar), dużo (naprawdę) lepszy AF, nawet na bocznych punktach (oba zdjęcia ostrzone skrajnymi punktami). Tak w ogóle to zastanawiają mnie opinie ludzi, którzy nie widzą różnicy AF w stosunku do pierwszego 5d. Chrzanić czy zmienili to sprzętowo – czy tylko programowo. AF jest dużo bardziej efektywny, w naprawdę kiepskich warunkach (nieoświetlony przedpokój i czasy 1/60s, f1.2 ISO6400 dawał radę). Od paru osób usłyszałem opinię z którą chyba się zgadzam: 1Ds przeskalowany do małego body, w którym o dziwo matryca zyskała dużego kopa. Oczywiście – 21Mpix do reportażu chore na nadmiar pikseli  – przy okazji sprawdzę prostą rzecz: jak dużo daje zrobienie klatki pełną matryca i przeskalowanie (zmniejszenie) obrazka PO obróbce. Czysto matematycznie: szumy powinny być mniej widoczne. A tak – ISO6400 na poziomie akceptowalnym i w 100% używalnym – nie jestem szumofobem ani onanistą sprzętowym – ale udało się Canonowi uratować mnie przed Nikonem.

Ten pan ostatnio coś rozrabia. Natomiast nie ma lepszego obiektu do testów AF w domu