klatka po klatce #2 | frame after frame part two

Będzie historyjka dla zaspokojenia ciekawości. Poniżej jedno nasze zdjęcie – jak się dowiedziałem nasze „signature photo”. Szot reporterski, niepozowany, nieprzypadkowy. W sumie cały post mógłby być o tym dlaczego nieprzypadkowy. Nie będę się bardzo rozpisywał, że oczy dookoła głowy, że nie czekamy na typowe klatki ślubne, że historię czyli reporterski zestaw zdjęć tworzą właśnie takie niepowtarzalne ujęcia i że każdy ślub ma ich takich kilka – kluczowych klatek „antyślubnych” (przynajmniej my do tego dążymy). Dlaczego „antyślubnych”? Im więcej oglądam materiałów fotografów ślubnych tym bardziej jestem przekonany do tego, że należy uciekać od schemtu zdjęć ślubnych. Ból powtarzalności. Sytuacja w jakiej znajduje się fotograf jest dość trudna – śluby operują pewnych schematem wydarzeń, są dość przewidywalne, jedyny nieprzewidywalny element to pogoda i ludzie. Jedno i drugie to nasz konik w trakcie reportażu. Pada? WOW! Słońce oślepia? WOW – będą flaaaary! Ktoś się popłakał? Ktoś się śmieje? WOW! Jak dzieci jesteśmy trochę.

A wracając do meritum: poniższa fota znana – ze strony, z konkursu AGWPJA, bo nagroda etc. Pokazuję ją obok innych na spotkaniach z parami. Uchwycony moment, wyczucie chwili, wieloplan i inne zachwyty. Co stało się dalej? Dlaczego tak? Skąd te płatki?

marysiawojtek-copy

Oto reszta historii w postaci zdjęcia: być może jest to nawet lepsza klatka niż ta nagrodzona – sami oceńcie. I teraz największy dylemat – jak wiele klatek mam w klaserach z filmami i na backupach materiałów? Takich klatek jak poniższa. zamykających historię, opowiadających do końca, pokazujących ludzi. Dzisiaj miałem ‚wow factor’ pokazując te dwie klatki jedna po drugiej – chyba wprowadzę je do stałego repertuaru spotkaniowego. 30×45. ma moc. niecałe 25 sekund różnicy pomiędzy zdjęciami, a świat przecież zmienia się co sekundę. Wieloplanowo się zmienia. Matrix, teoria chaosu. Miłego oglądania…

marysiawojtek3-copy

Privacy Preference Center