portrety sobotnie czyli dayinthelife nadal

Wszystko przez Tymka. Pakuję obiektywy do plecaka, za dwie godziny ślub, a on przychodzi do pracowni i mówi: tatusiu zrób mi zdjęcie. Zrobiłem trzy. I tak wybiorę jedno. Potem ślub, jak zwykle za wzcześnie jesteśmy – żeby się nie spóźnić) kręcimy się po Urzędzie Stanu Cywilnego na Ursynowie i tak sobie robię różne szerokie perspektywy na 14mm (znaczy nudzę się) i myślę sobie – a sfotografuję Agnieszkę. dobra – robię też trzy zdjęcia – i tak wybiorę jedno. No i najgorsze: liczyć, że ktoś mi zrobi? Człowiek się chowa po kątach (choć i tak wchodzi jakiemuś wujkowi w kadr kamery wielkości dłoni) i weź tu licz na jakieś zdjęcie. Ceremonia cywilna – 6 minut z zegarkiem w ręku. Chociaż mogłem się założyć z Agnieszką że zdążę obiektywy zmienić w trakcie ceremonii – obstawiała, że nie zdążę. No to na koniec w Restauracji Polskiej na ul. Francuskiej robię sobie sam zdjęcia. Ilość niewspółmierna do tego co potrzeba – przecież i tak wybiorę jedno. To takie zdjęcia w ramach dayinthelife, którego już nikomu się nie chce robić 🙂

5czwartych dayinthelife day in the life fotografia portretowa Tymon Rusinowski

5czwartych dayinthelife day in the life fotografia portretowa Agnieszka Rusinowska

5czwartych dayinthelife day in the life fotografia portretowa Marcin Rusinowski

2 Comments
  • Krzysztof Tkacz
    Posted at 20:33h, 14 December Reply

    Tymek rządzi 🙂

    • Marcin Rusinowski
      Posted at 11:24h, 15 December Reply

      to drugie słowo jest diablo prawdziwe – ale – sam tego posmakujesz za kilka “mgnień wiosny” 😛

Leave a Reply