serca dwa. reportaż o kamerzystach ślubnych.

Z myślą o tych, którzy decydują się zainwestować w zdjęcia, a film traktują ‘byle był’. Znajdźcie 15 minut na ten dokument filmowy. Przemyślcie czy właśnie tego chcecie – złych wspomnień. Czy choć raz obejrzycie film będący efektem pracy takich ‘profesjonalistów’. To niestety nie jest fikcja – są takie firmy, kamerzyści i finałem jest coś co zepsuło wyjątkowy dzień: (baczność) pan reżyser filmu ze ślubu (spocznij).

Pisaliśmy o tym. Nie zależy Wam na filmie? To nie zatrudniajcie tych fabryk kiczu. Chcecie mieć dobry reportaż fotograficzny, dobrze się czuć w dniu ślubu, pamiętać ten dzień bez reżyserii? Nie zatrudniajce byle jakiej firmy. Tutaj nie ma kompromisu i nie ma cudów – potem tego nie da się cofnąć. W ostateczności poproście kogoś z rodziny lub znajomych, aby nagrał Wam np. Ceremonię czy pierwszy taniec. Na szczęście jest kilka dobrych ekip robiących filmy ślubne. Nie mają ADHD, nie robią kiczu, są profesjonalistami. Warto zainwestować w ich pracę – alternatywa w postaci zatrudnienia przypadkowego kamerzysty – do obejrzenia w linku poniżej.

TVP KULTURA wrzesień 2011
Reportaż o kamerzystach Ślubnych.

 

19 Comments
  • Lukas
    Posted at 00:20h, 27 September Reply

    Moim zdaniem to sie troche czepiacie. Chyba “wiedzialy galy co braly” 🙂 Mam na mysli mlodzi widzieli co oferuje kazdy z takich kamerzystow. O ile mi wiadomo to jest typowy styl polski – z lampa po oczach i metr od obiektywu. W USA (gdzie ja zyje i pracuje) taki styl nie ma prawa bytu – to jest natychmiastowa wylotka z kosciola. Jedyna recepta na poprawienie sytuacji na rynku, jest edukowanie klienta i przekonywanie, ze video z wesela powinno byc dokumentem a nie kiczem. A to oznacza, ze kamerzysta pracuje z dystansem, bez ingerencji w sytuacje i rejestruje emocje, a nie kreuje sztuczne reakcje. A i to mozna zrobic przy niskim budzecie.
    Pozdrawiam,
    Lukasz

    • 5czwartych
      Posted at 07:28h, 27 September Reply

      Łukasz, nie czepiamy się tylko robimy dokładnie to co napisałeś – edukujemy. pokazujemy skrajny przykład do przemyślenia i świadomego zadecydowania. Wiesz jak działają takie firmy na rynku? Jest biuro studia wideo. Przychodzi Para Młoda: chcemy film. Pani/Pan pokazuje całkiem przyzwoity film, ładny kościół, na dwie kamery, światło zastane etc. Para zamawia jakiś podstawowy pakiet – ale nikt nie mówi im, że nie będą mieli tego efektu co na filmie. Zapewnia ich się, że nie będzie problemu, że kamerzysta pracuje z daleka, że nie będzie świecił, że świetnie współpracuje z fotografami, że oczywiście będzie ten sam kamerzysta, który robił ten film co widzieli. Klasyczne ‘overpromise’. Bo potem NIC nie jest zgodnie z obietnicą. Na ślub wpada koleś, który ‘się uczy’, albo – wpada przypadkowy kamerzysta (dziwny zbieg okoliczności – nie ten co był obiecany – bo tamten dawno w tej fimie nie pracuje, ma swoją), który ciągnie za sobą młodego chłopaka ‘na przeszkolenie’. Resztę Łukasz dopisz sobie sam. Czepiamy się. Kiczu i obiecywania gruszek na wierzbie.

  • Hubert Kalinowski
    Posted at 06:57h, 27 September Reply

    “- tu bym chciał tutaj, żeby była taka sytuacja yyyyyyyy…………….. nie wiem czy coś już wiesz na ten temat?
    – no nie bardzo
    – nie bardzo, nie?”

    KOMUNIKACJA Z KLIENTEM OPANOWANA DO PERFEKCJI 🙂

  • Adrian
    Posted at 08:00h, 27 September Reply

    Rekordem świata, z którym sam spotkałem się na ślubie był kamerzysta który:
    1. Strzelił focha młodym, bo nie zdecydowali się żeby pod domem młodej grała orkiestra (bo on miał tak w scenariuszu)
    2. Przestawiał meble w domu panny młodej, bo pierwotny układ nie pasował mu do scenariusza.

  • Krzysztof Serafiński
    Posted at 09:24h, 27 September Reply

    Ja czasami patrząc na takie scenki zastanawiam się właśnie jakie to będzie miało znaczenie na późniejszym “filmie”… Myślę sobie że “kamerzysta” ma jedyną możliwość bycia kimś ważnym i uprawia reżyserkę. Takie samo-dowartościowanie się kosztem PM. Zachowanie pana w drugiej części filmu graniczy już obmacywaniem panny młodej pod pretekstem wytłumaczeniu o co mu chodzi…O tekstach i komunikacji z PM już nie wspomnę …

  • Patryk
    Posted at 11:20h, 27 September Reply

    Pracowałem z wieloma kamerzystami i niestety na usługi 90% bym się nie zdecydował. Najbardziej wspominam takiego, który dla poprawy warunków oświetleniowych odpalił 4 halogeny budowlane. Zrobiło się jaaaaaaasno… i czar miejsca prysł!

  • Lukas
    Posted at 04:04h, 28 September Reply

    Macie racje – naciagaczy i niedoszlych studentow rezyserki jest wielu 🙂 Najlepsza rada dla PM jest ogladniecie filmow z wesela swoich znajomych i dopytanie sie w jaki sposob pracowal z nimi ow kamerzysta. Z rekomendacji latwiej jest znalesc dobrego fachowca. A i dobry fachowiec nie musi sie nigdzie ogalszac – klienci sami do niego przychodza.

    A co do naciagaczy – jest na nich prosty sposob – dokladnie przeczytac umowe, zanim sie ja podpisze. W tej umowie powinnien sie znalesc dokladny opis uslugi i sposob jej wykoniania (np. gwarancja obecnosci danego kamerzysty). Nie wywiazanie sie z umowy (ktorejkolwiek ze stron) oznacza jej zerwanie. Krotka pilka.

  • Lukas
    Posted at 04:08h, 28 September Reply

    PS. Najbardziej mnie rozwalil ubior kamerzystow (i pani fotograf). We sweterku i kurteczce, to do cioci na imieniny sie chodzilo, a nie w gosci na wesele 🙂 Najwiekszy brak szacunku ze strony “obslugi” jaki widzialem na slubie, to para fotografow w dzinsach i flanelowych koszulach. Tak szaleli w kosciele, ze ksiadz im podziekowal i wyprosil 🙂 PM rowniez, pozniej.

  • Piotr
    Posted at 21:46h, 29 September Reply

    Przykre jest że w stresie młode pary godzą się na wszystko co wymyśli Pan “rezyser”

  • Nikttaki
    Posted at 21:16h, 30 September Reply

    Kameruny, didżej-wąsy z klawiaturką i fotopstryki są. Koniec kropka. Sam jestem fotografem – mam nadzieję, że nie jestem postrzegany jako wspomniany fotopstryk. W związku z tym powiem, że dla mnie taki jeden kamerun to mniejsze zło niż obecni zasrani “ambitni-prawie-filmowcy”. Jest ich dwóch czasami nawet trzech a sprzętu nawalą na dwa razy więcej. Gonią jakby im kto motorki w dupy powsadzał. Zostawiają po kościele lustrzanki na statywach i nie ma jak zdjęcia zrobić, żeby nie było złomu w tle. Przy przysiędze musi się wszystkich dookoła naje…ć tak, że nie ma kadru bez nich. Należy zapomnieć o ogniskowej 50mm (tak, żeby złapać kontekst w zdjęciu). Trzeba ciąć, kurw4 tuż za uszami PM bo “filmowcy” wiszą im na ramionach z obu stron. Oczywiście statywy ciągle stoją! Co moment, który wykłada się na posadzce kościoła i robi jazdy na tak zwanej szynie. Szyną obowiązkowo napieprza o wspomnianą posadzkę=wszyscy słyszą go i widzą doskonale. Pierwszy taniec to sprawdzenie jak długo jeden z drugim może w kółko zapierd4l4ć dookoła PM ze steadycamem. Zakładają kamizelki i wio! Całe 5-10 minut=znów nie ma kadru bez nich! Wesele, potem, odbywa się pod znakiem wszędzie wpierd4l4jącego się “kranu”. Po przyjeździe wyjęli z przyczepy przenośny dźwig na kamerę, ustawili tak, żeby każdy widział ich “profesjonalizm”. Oczywiście fotograf nie ma wyjścia i musi pogodzić się z “dźwigiem” w tle.
    To tyle… takie mam przemyślenia z mojej 7-8letniej praktyki przy ślubnym kotlecie. Szanowni 5czwartych… chcecie to ocenzurujcie tą wypowiedź, nie chcecie to nie. Ja się lepiej czuję po podzieleniu się tutaj tymi spostrzeżeniami bo chyba są tożsame z Waszymi.

  • Michał
    Posted at 19:31h, 08 October Reply

    Zgadzam się z przesłaniem i komentarzami, chociaż nie mogłem obejrzeć zamieszczonego filmu z uwagi na fakt, że stał się prywatnym klipem.

    Niestety w tym fachu zdecydowanie za dużo osób myśli, że sam sprzęt czyni ich już kamerzystami/filmowcami. Nikt nie korzysta ze szkoły, kursów, czy nawet nie raczy ćwiczyć poza dniem ślubu osób, które płacą de facto za naukę takiego kamerzysty. Mam nadzieję, że młode pary będą zwracały uwagę na to kogo biorą i za jakie pieniądze. Wcale tanio nie oznacza źle, jednak warto precyzować wszystkie rzeczy w umowach i ustalać wszystko jak najdokładniej.

    Pozdrawiam,
    Michał

  • Evil
    Posted at 18:01h, 25 October Reply

    A ja uważam, że jest parę dobrych firm i kamerzystów. 5czwartych czepia się bo im przeszkadzają w robieniu zdjęć chociaż to też nie do końca prawda fotograf ma większe pole popisu ma więcej ujęć w ciągu jednej chwili do złapania niż kamerzysta. Cytat “ile mi wiadomo to jest typowy styl polski – z lampa po oczach i metr od obiektywu. W USA (gdzie ja żyje i pracuje) taki styl nie ma prawa bytu – to jest natychmiastowa wylotka z kosciola.” Widziałem pare filmów z ślubów w USA i to są kicze. Uważam że każdy powinien robić to co robi a nie pisać na blogach opinie o innych jeżeli klient zatrudnia taką osobę to nie ma co komentować do każdego można sie przyczepiać nawet do was chodzi mi o 5czwartych no ale cóż uważam że robią fajne zdjęcia ale te opisy pracy innych to jest słabe.

  • sprawiedliwy
    Posted at 22:47h, 29 October Reply

    Szkoda że fotografowie ci mali i ci Wielcy nie widzą siebie jak ganiają po kościele. Jakby mieli ADHD. Nie wspomnę o wspaniałych zdjęciach jakie młodzi odbierają, niejednokrotnie nie mają nawet podstawowej wiedzy w zakresie obróbki fotografii. Ale psioczyć na innych….o tak, to umiecie najlepiej…

  • robert
    Posted at 03:12h, 31 October Reply

    Ja jestem zdania ,że jak jest dobry fotograf ,to zrobi fajne ujęcia zawsze i wszędzie.Dzisiejsze czasy wyszkoliły fotodupków ,a nie fototografów.mają tak szerokie kąty,że aż sie sami tego boją(kto normalny zechce mieć pamiątkę ze zniekształconymi goścmi na weselu?!!Foto w dzisiejszych czasach to jakas “skocznia małysza”bo do tradycyjnej fotografi jej dużo brakuje.Te wszystkie foto -znajdy nagle znalazły swOj artyzm(cha cha cha).Fotografa ze szkołą i fotografii z zamiłowanieniem nie ma-oni robia dla profesjonalistów-czyli gazet-reszta to chłam weselny,który sie nazywa fotografikami(samozwańczo)

  • Petero
    Posted at 23:54h, 01 November Reply

    Nie tylko kamerzyści są źli, cała masa fotopstryków robi kaszanę skacząc w koszulach w kratke i jeansach. I tu i tam są amatorzy, co potrafią zniszczyć młodym pamiątkę ze ślubu.

  • mariusz
    Posted at 20:58h, 02 November Reply

    Film to film. Jest inny od zdjęć i dobrze zrobiony ma swój klimat.

  • sven
    Posted at 11:36h, 11 November Reply

    Nikttaki: zobacz sobie to:

    tutaj jeden kamerzysta i jeden fotograf robią takie bydło, że na miejscu księdza wywaliłbym jednego i drugiego. I nie ma tu kranów, szyn, staedy itp. Wystarczy dwóch głupków: jeden w czerwonej kamizelce, a drugi z obowiązkowym kucykiem. Od wielu lat pracuję jako fotograf ślubny, a w ciągu ostatnich dwóch lat częściej filmuję (lustrzanką) i rozumiem specyfikę pracy obu stron tego “konfliktu”. Zapewniam, że zarówno wśród kamerzystów jak i fotografów można znaleźć perełki jak w zacytowanym filmie.
    PS. Pozdrawiam 5czwartych 🙂

  • 5czwartych
    Posted at 13:55h, 22 November Reply

    Chcielibyśmy tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz w tej mocno emocjonującej wymianie poglądów pt. “bo fotografowie też robią wiochę”. Napisaliśmy wyraźnie: “nie zatrudniajcie fabryk kiczu. Nie zatrudniajce byle jakiej firmy. Jest kilka dobrych ekip robiących filmy ślubne. Nie mają ADHD, nie robią kiczu, są profesjonalistami. ”

    Koniec przekazu. Nie ma tutaj nagonki “bo każdy film z wesela jest do d…”. Chyba, że ktoś pracuje jak panowie na filmie – wtedy może się poczuć urażony. Tak, fotografowie też potrafią robić wiochę. Jednakże – z naszej perspektywy – fotografów na ślubie nie spotykamy, prawda?

    Sven, pozdrawiamy!

Leave a Reply