tanio szybko dobrze czyli dlaczego wybiera się fotografa

Jak się zaczyna cała historia – chyba od braku oczekiwań, od wyrywkowego potraktowania tematu wyboru fotografa, braku świadomości tego co dzieje się na rynku, braku przełożenia tego na kalendarz, szukaniu oszczędności po najmniejszej linii oporu, słuchaniu rad na forach ślubnych, gdzie doradzający kierują się swoim gustem i z uporem tkwią we własnych decyzjach jako miarodajnych dla każdego. W końcu dochodzi zdawanie się na fotografa – ale to można robić wyłącznie przy fotografie mającym za sobą masę doświadczenia. Mój tata mawia, że biednych ludzi nie stać na tanie rzeczy, bo płacą za nie kilka razy. Problem w tym, że zdjęcia ślubne są robione tylko raz. Z jednej ceremonii jest tylko jeden moment – jedna okazja na zrobienie danego zdjęcia. Patrząc z perspektywy fotografa – jest to cholernie stresujące – bo albo zniszczysz albo utrwalisz czyjeś wspomnienia z tego dnia. Jedni niszczą – inni utrwalają i tak wygląda rynek fotografii ślubnej w najprostszym zarysie. Kiepskie zdjęcia = popsute wspomnienia, żal, że nie da się cofnąć czasu i postawić w to miejsce kogoś innego, żeby zdjęcia wyszły lepiej. Klient wybiera fotografa na podstawie portfolio – dorobku mniej lub bardziej artystycznego. To jest to co czuje fotograf, takie rzeczy widział, takie rzeczy zdecydował się utrwalić. Oczekiwanie innych zdjęć lub diametralnie innych momentów to jak pojechanie Audi TT w błoto po klamki. Piękny samochód, ale z asfaltu to bym bardzo daleko nie odleżdżał. Warto o tym pamiętać – fotograf to nie chorągiewka na wietrze.

Dużo się nad tym zastanawiałem – ostatnio pomiędzy przelotami na reportaże ślubne zamiast za kółkiem siedziałem w fotelu lotniczym więc spisałem przemyślenia – moim zdaniem fotografa wynajmuje się najczęściej:

bo koleżanka miała, zdjęcia się podobają. Jeden z najprostszych wariantów: widzicie dokładnie co koleżanka dostała. Warto mieć tylko świadomość, że koleżanka płaciła mniej i że ceny rosną. Pocieszające jest to, że fotograf robi lepsze zdjęcia niż kiedyś… przynajmniej większość fotografów 🙂

bo jest tani i musimy się pogodzić z faktem, że nasz wybór podyktowany jest ceną. Zdjęcia średnio nam się podobają, ale finanse niestety zmuszają nas do tego wyboru. No i mnóstwo dziewczyn z forum go miało. Osobiście uważam, że zamiast płacić amatorowi, który na Was będzie się uczył i weźmie za to pieniądze (co uważam za szczyt bezczelności – wg mnie uczący płaci za naukę komuś lub w najlepszym wypadku ma możliwość edukacji ZA DARMO) lepiej poprosić kogoś znajomego o zrobienie zdjęć. Często sprzęt będzie podobny, a ktoś będzie miał okazję i radość zrobienia Wam prezentu. Jakość zdjęć niekoniecznie musi odbiegać od tego, co niektórzy oferują jako zdjęcia ślubne odpłatnie.

nie ma innego wolnego na ten termin – za późno wzieliście się za szukanie. Trochę bolesna rzeczywistość braku możliwości innego wyboru. Częsty przypadek i chyba 90% zapytań w tym momencie – ani nie mam specjalnie do kogo odesłać, bo wszyscy fotografowie, których mogę z czystym sumieniem polecić zajęci, ani nie mam co tak naprawdę mądrego doradzić. Delta mamy problem. Wybieracie to co możecie czyli niewiele. Szansa na dobrego fotografa miesiąc przed ślubem to środa/sobota w Lotto.

myślimy, że ten fotograf zrobi nam zdjęcia takie jak nam się podobają u innego fotografa tylko taniej. Osobiście uważam, że każda wtórna kopia musi być gorsza. Natomiast poprzeczkę tego kompromisu ustawiliście sami. Ten wybrany fotograf niekoniecznie musi “czuć” zdjęcia jakich oczekujecie od niego. Ale o dziwo – żyjemy w kraju, gdzie można komuś obiecać, że zrobi się takie zdjęcia jak fotograf z górnej półki tylko oczywiście… taniej. Nawet w ERZE nie opowiadają takich bajek jak w lidze polskich fotografów ślubnych. Co śmieszniejsze – im tańszy fotograf, tym więcej obietnic.

wynajmujecie fotografa, któremu ufacie, widzieliście conajmniej kilka jego całych materiałów a nie kilkadziesiąt najlepszych zdjęć z przestrzeni kilku lat. patrząc na cały materiał dopiero można mieć pojęcie jaki jest średni poziom jego zdjęć. Co to jest cały materiał? Sto zdjęć jednej pary z samego reportażu. Kilka dobrych zdjęć czasem myli. O profesjonalizmie wg mnie świadczy powtarzalność poziomu widoczna na wielu zdjęciach, ale nie kilku najlepszych, tylko globalnie poziom zdjęć na tle całego ślubu. Sprzęt, doświadczenie, dyskrecja, umiejętność pracy z ludźmi – czyli kontakt. Wbrew pozorom i zapatrzeniu na zdjęcia fotografów zagranicznych jest naprawdę sporo dobrych fotografów w Polsce. Najistotniejsze jest to, że dobry fotograf widząc, że nie nadaje na tych samych falach co Wy nie podejmie się zdjęć. To nie jest foch, gwiazdorstwo, ale po prostu odpowiedzialność. Wynajmujecie kogoś, kto ma już swój styl, metody pracy i na podstawie tego gwarantuje efekt. Wie co zrobi. Wie co wyjdzie. Dlatego jeżeli macie ciężki kontakt, źle Wam się rozmawia, jakieś złe fluidy etc. to lepiej nie. Albo akceptujecie jego stylistykę i sposób pracy albo nie. Fotograf powinien pracować na swoich warunkach, bo tylko wtedy może ręczyć Wam za efekt, a tego też oczekujecie.

wynajmujecie dowolnego fotografa za podaną przez niego cenę. Pełen komfort pod warunkiem, że trafiliście na właściwą osobę. Pytanie czy dobrze przemyśleliście wybór? Jeżeli podobają Wam się zdjęcia jakie ma w portfolio, to już połowa sukcesu. Hydrozagadka w wersji uproszczonej: jakie są szanse na trafienie na właściwego fotografa za pomocą internetu? Przecież nawet szary burek się może spozycjonować jako pudel królewski o lśniącej śnieżnobiałej sierści… Spotkanie, zdjęcia na papierze, rozmowa. Fajna osoba? Zdjęcia Was zauroczyły? Podpisujcie. Za dwa dni może się okazać, że ktoś też miał fajne spotkanie z fotografem, tylko wyszedł z podpisaną umową.

tego fotografa polecał ktoś na jakimś forum. Powód dobry jak każdy inny. Może to sam fotograf polecał się na forum? Może fotograf ma krewnych lub znajomych? Myśleć nam nie kazano, bo na forum polecano…

Czy tytułowe tanio szybko dobrze jest w ogóle możliwe?

Ja mam prostą opowiedź: zdjęcia ślubne mają różną wartość, podobnie jak zawartość. I jedno i drugie ma swoją zależność w portfelu klienta, jego gustach, jego świadomości fotograficznej (w jakimś zakresie rozumiem oburzenie ludzi nie widzących różnicy pomiędzy zdjęciami Jeffa Ascough’a a dowolnego pana Mietka robiącego już dwa miesiące zdjęcia ślubne aparatem z MediaMarkt w promocji za 1500 zł), wrażliwości, chęci posiadania (też w różnym zakresie) wspomnień na papierze. Ludzie są różni – dlatego nie każdy fotograf jest dla każdego klienta. (i to nie jest TEN post o który tyle osób pyta – z refleksjami sezonowymi tylko temat zaległy w szkicach przed 5 miechami).

Postscriptum: we wrześniu podpisaliśmy umowę na ostatni wrześniowy weekend, ostatni wolny termin do listopada tego sezonu. Dosłownie trzy tygodnie przed terminem. Powiedziałbym: złapani rzutem na taśmę. Lotto. Termin trzymany na szybki wyjazd do Grecji, z racji przedszkola Tymka przełożony. Taka losowa dziura w kalendarzu przepełnionym ślubami (chociaż nie róbmy scen – nie jesteśmy fabryką reportażu ślubnego). A tu – szybkie pytanie – szybka odpowiedź. Przesympatyczna para, z którą przegadaliśmy przy kawie 2,5 godziny – trochę zaczynam wierzyć w smoczą teorię – klienci last minute są bardzo sympatyczni (niczego nie odbierając klientom podpisującym umowy rok wcześniej) i jakby bardziej świadomi fotograficznie. Jako ciekawostkę napiszę, że w dniu podpisania umowy przyszły jeszcze trzy zapytania na ten termin. Trzy tygodnie przed terminem ślubu. Jak to się ma do ludzi, którzy podpisują z fotografami umowy dwa lata wcześniej? Dlaczego wybiera się fotografa? Ile jest przypadku w “trafiliśmy na Państwa stronę”? Maksyma na każdy kolejny dzień dla fotografów: zawsze jest ktoś lepszy, bo zawsze jest ktoś tańszy. Na forach internetowych króluje parafraza tego: zawsze jest ten lepszy kto jest tańszy. Zapłaciliście więcej niż najbardziej elokwentna forumka? Przepłaciliście. A pieniądz rzecz nabyta.

muzyczne zakończenie – polecam tekst “Lose Yourself” 🙂 i film “8 mila” o dokonywaniu wyborów, nawet jeżeli nie lubcie hiphopu.

Sorry folks, this time only reflections about Polish weddings reality. Something difficult to understand if you are not here 🙂

Polecamy przeczytać:




  • Do pomysłu tego postu zmotywowały mnie kiedyś dwa telefony jeden po drugim: "czy mają Państwo wolny termin xxx na 2009 i jaka jest cena". Normalny telefon z normalnym pytaniem do fotografa, gdyby nie dotyczył soboty za miesiąc. Trochę mało czasu. Trochę mało wolnych koleżanek i kolegów do odesłania. Tak naprawdę ani jednego. To mógł być post o reportażu ślubnym, ale będzie o świadomości klienta. Taki sobie post o typowo gazetoforumowym biadoleniu po fakcie, że zdjęcia są nieostre, ciemne, wszyscy mają dziwne miny albo zamknięte oczy, a flesz generuje cienie jak z horroru. Miało być tanio (było), zdjęcia miały być szybko (były) i miało być zrobione dobrze. Czy jest ktoś kto po fakcie przyzna się, że skutkiem oszczędności spowodowanych "życzliwymi" radami zupełnie nieznanych osób z forum internetowego wybrał fotografa, który... nie sprostał zadaniu?...

  • Temat wideofilmowania jakoś omijał nas bezboleśnie – tzn. większość Par, które decydowały się powierzyć nam dokumentację swojego wyjątkowego dnia zdawała się na reportaż ślubny jaki wykonujemy. Pan z dużą kamerą pojawiał się bardzo rzadko – i zwykle dostosowywał się – podobnie jak my – do......

  • Zbieraliśmy się dość długo i po dużej przerwie wracamy do naszych przemyśleń na temat dokonywania wyborów przed ślubem. Bijemy się w piersi – przez kilka lat “zapchaliśmy” temat wysyłając naszym Klientom po podpisaniu umowy coś w rodzaju poradnika – kilka stron o tym co polecamy......

  • Ponoć to zmora dla fotografów i filmowców w dzisiejszych czasach: goście z aparatami, telefonami, tabletami. Zmienia się nasza obyczajowość – i chyba niewiele możemy na to poradzić pozostając biernymi. My – uzmysławiając Wam problem, a Wy – decydując się co z tą kwestią zrobić. Ludzie......

19 Comments
  • Artur
    Posted at 22:25h, 08 December Reply

    To jest ogromna Świadomość…. i to widać w Twoich zdjęciach.

  • Anna
    Posted at 02:31h, 09 December Reply

    Swietne – prawdziwe do bolu. Szkoda,ze tylko po polsku bo bym dala linka dalej:(

    • 5czwartych
      Posted at 08:59h, 09 December Reply

      Ania – jeżeli tylko znajdziesz czas, żeby przetłumaczyć – why not 🙂 miałem nadzieję, że to stricte polski problem.

  • Łukasz Mikuć
    Posted at 11:58h, 09 December Reply

    Marcin, rewelacyjny post! Świetnie ująłeś sedno sprawy. Pozwolę sobie linkować Twój post dalej… Pozdrawiam!

  • schabu
    Posted at 13:10h, 09 December Reply

    zapomniałeś Marcin o jeszcze jednym ważnym aspekcie – niektórym nie specjalnie zależy na zdjęciach.

  • 5czwartych
    Posted at 13:19h, 09 December Reply

    Michał – nie zapomniałem tylko pominąłem. Można spokojnie interpretować połowę z przytoczonych przeze mnie przypadków jako fakt, że komuś nie zależało. Ja będę się upierał przy braku świadomości Klienta. Klient nie wie, boi się decyzji, boi się być oszukany.

  • Jacek Radunc
    Posted at 13:48h, 09 December Reply

    Fajny tekst, niemal w 100% trafiony, mogę się pod tym śmiało podpisać. Cieszę się, że przelałeś to na papier.
    Jeśli pozwolisz, chętnie podlinkuję do tego posta ?
    pozdrawiam
    Jacek

  • Artur
    Posted at 16:27h, 09 December Reply

    pozwoliłem sobi podlinkować na swoim blogu.

  • Szymon
    Posted at 16:50h, 09 December Reply

    Chętnie bym to sobie zapożyczył do siebie, a raczej odsyłał odwiedzających mojego bloga do poczytania u Ciebie 🙂

    • 5czwartych
      Posted at 19:00h, 09 December Reply

      zdrawstwujta! linkować można do woli. zapożyczanie bardzo chętnie wycenię z pomocą zaprzyjaźnionego prawnika 🙂

  • Jacek
    Posted at 21:48h, 09 December Reply

    No tak. Wszystko się zgadza. Ale siły forów ślubnych i tak nie przebijesz! 🙂 Głową w mur, niestety tak samo jak niedawno świetny tekst Piotrka Połaczańskiego o fotografowaniu za darmo. Warto jednak działać, warto próbować coś zmienić, tłumaczyć, trzeba jednak mieć świadomość, że skuteczność będzie ledwie kilkuprocentowa – i to tylko dlatego, że jestem optymistą! 🙂

    • 5czwartych
      Posted at 22:23h, 09 December Reply

      Jacek – ale że tak zapytam – po co? Po co przebijać? Może warto pisać, mówić. Zrozumieją? Super. Nie będą słuchać? Ich problem. Wolą mielić na forum? To ich czas. Trzeba przede wszystkim sobie stawiać poprzeczkę – najlepiej jakościową, nie obiecywać jak co poniektórzy 500 zdjęć wyretuszowanych i 1500 zdjęć w RAWach. BTW 500 zdjęć po 10 minut na RETUSZ daje ponad 10 dni pracy po 8h nieprzerwanej pracy dziennie. Pogratulować ekonomii. Chyba że to retusz pt. preset w LR 🙂 Ponoć są tacy magicy – ślub obrabiają w 3h.

  • Jacek
    Posted at 22:31h, 09 December Reply

    Kto, kto, kto taki? Robi jakieś warsztaty? Chętnie bym się tego nauczył! 🙂

    • 5czwartych
      Posted at 22:41h, 09 December Reply

      przecież każdy się wyprze 🙂 bo każdy oddaje 100 zdjęć a geniusz pozwala mu zrobić nie więcej niż 500 zdjęć. tak ma super przemyślane zdjęcia zanim je zrobi.

  • Paweł Kaniuk
    Posted at 02:37h, 10 December Reply

    Marcin – Ty masz dar języka i chwała Bogu, że chcesz i potrafisz go wykorzystać. Ja, nawet jak kilka zdań sklecę na bloga, to i tak żona musi to przeredagować, bo czytać się po polsku nie da 😉 Więc dobrze, że są tacy zapaleńcy jak Ty – dzięki za świetny tekst! Idzie dalej w świat.

  • 4moments
    Posted at 18:40h, 10 December Reply

    I akcent filmowy się znalazł, a przemyślenia trafne, choć pewnie nie trafią do wielu, poza garstką fotografów zapaleńców, a szkoda.

  • mkphotography.eu
    Posted at 19:37h, 15 December Reply

    Swietne przemyslenia.Bardzo dobrze pomyslane i dobrze ze wyladowalo na blogu to im wiecej ludzi przeczyta to wiecej bedzie mialo swiadomosci przy wyborze fotografa, miejmy nadzieje.Chetnie podlinkuje.

  • Paula
    Posted at 14:22h, 27 December Reply

    Jestem uczestniczką kilku takich forów(for?) ślubnych. I niestety to co Pan opisuje jest prawdą. Próbuje jakoś doradzić dziewczynom, uświadomić, że nie ma w tym dniu powtórek. Niestety z niewiadomych dla mnie powodów fotograf to jest jedna z pierwszych usług na której się oszczędza. Plus przeświadczenie, że za “kilka” godzin pracy nie należą się takie pieniądze. Przykre to, ale niektórym nie da się przemówić do rozsądku.

  • gniotek
    Posted at 06:53h, 17 June Reply

    Zdjęcia rzecz nabyta 🙂

Leave a Reply