Królewski ślub – Pałac Branickich Białystok

Znacie to uczucie ekscytacji przed jakimś ważnym wydarzeniem? Takiej, kiedy wierci w brzuchu i w nocy nie można spokojnie spać? Kiedyś, na początku naszej przygody z fotografowaniem ślubów, odczuwaliśmy to przed każdym reportażem ślubnym. Później, kiedy ta praca stała się dla nas „chlebem powszednim”, zdarzało nam się z rzadka czuć taki stresik od czasu do czasu, kiedy wiedzieliśmy, że przyjdzie nam się zmierzyć z jakimś mniej typowym wydarzeniem, czymś nowym dla nas, albo stanąć oko w oko z kimś, kto jest uważany za „celebrytę”…
A tym razem, nie wiedzieć czemu, pojawiło się ponownie to uczucie- przynajmniej u Agnieszki, która już tak ma, że potrafi wyczuć szóstym zmysłem niektóre sytuacje 😉
Oczywiście wiedzieliśmy, że będzie to wydarzenie jakiego jeszcze nie było w Białymstoku, że po raz pierwszy w historii odbędzie się takie wesele i w tak wyjątkowym miejscu, że spotkamy się tam z podwykonawcami z najwyższej półki.. ale w nocy przed tym ślubem, jeszcze coś wierciło Agnieszkę w brzuchu 😉 tylko nie do końca było wiadomo o co chodzi???
Wszystko wyjaśniło się w sobotę… kiedy poznaliśmy lepiej Korę, Markusa, ich cudowną córeczkę Cleo oraz fantastyczną Rodzinę i Przyjaciół…
Wiemy, że mamy ogromne szczęście do naszych Par. Praktycznie każdy ślub, który fotografowaliśmy, był inny i na swój sposób wyjątkowy, a każda Para Młoda niezwykle nam życzliwa… ale coś takiego, czego doświadczyliśmy na TYM ślubie…. to był jakiś kosmos… coś, co się przytrafia raz na kilkanaście lat 😉

Wyobraźcie sobie spełnienie marzeń prawie każdej małej dziewczynki o byciu księżniczką, w mieniącej się sukni, o karecie zaprzężonej w cztery konie, o Księciu z Bajki, który patrzy na nas z miłością, o pięknym pałacu i sali balowej, która zapiera dech w piersiach… To wszystko widzieliśmy na tym ślubie. Ale to jeszcze nic. To dopiero początek. Bo pięknych miejsc, cudownych sukien ślubnych i obłędnych dekoracji widzieliśmy już wiele. Zawsze powtarzamy, że dla nas najważniejsi są ludzie. I to ludzie sprawili, że tego wesele nie zapomnimy nigdy. Do końca życia!
Po pierwsze- cudowni podwykonawcy, których znamy i cenimy od lat, których możemy już nieśmiało nazywać przyjaciółmi.
Po drugie nowa dla nas współpraca z Makuszewscy Weddigplanners- Oliwka i jej cudowna ekipa dziewczyn – po prostu miłość od pierwszego wejrzenia! Bratnie dusze!
I na koniec- najważniejsi… Państwo Młodzi… To po prostu brak słów. Pełni ciepła, radości życia, pozytywnej energii, życzliwości i szacunku do naszej (podwykonawców) pracy… Ich relacje ze znajomymi i Rodziną, były tak przepełnione miłością, że patrząc na to, autentycznie wyciskało nam łzy. Ja (Agnieszka), płakałam dokładnie 7 razy. Podczas podziękowań Rodzicom, zalałam się łzami, jak nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło (a płaczę praktycznie na każdym ślubie, gdyż jestem wyjątkowo uczuciowa 😉 Poźniej po podziękowaniach, kiedy poszłam do łazienki doprowadzić się do stanu, w którym przestanę straszyć ludzi rozmazanym makijażem, spotkałam tam kilka pań… w podobnym stanie 🙂
Ale już totalnie rozwaliło nas, kiedy Panna Młoda zaprosiła na środek całą swoją ekipę podwykonawców, aby nam wszystkim podziękować, wyściskać nas i ucałować… Wstąpiła w nas taka energia, że pomimo 15 godzin pracy, opuściło nas zmęczenie i hasaliśmy na parkiecie do 5 rano. Kto ostatni opuszczał parkiet, kiedy kelnerzy sprzątali już stoły?
Oczywiście ekipa foto-video-weddinplanerowa 🙂 wraz z garsteczką Gości i Panną Młodą 😀

Póżniej płakałam jeszcze robiąc selekcję zdjęć a teraz płaczę pisząc te słowa….
Chciałabym mieć talent pisarski, aby móc to barwnie opowiedzieć ale nie mam… więc zobaczcie zdjęcia…

organizacja: Makuszewscy Weddingplanners
dekoracje: Makuszewcy Dekoracje
wideo: Prostudio creative video agency
Oświetlenie: Strefa Światła
Biały dywan, piękne krzesła: Rajt
Tort: Galeri Słodkości












































































































































Privacy Preference Center